4 października 2011

"Poznasz przystojnego bruneta" cz.2



 Zszokowana już chciała odejść bez wyjaśnień, kiedy nieznajoma ją zatrzymała i przedstawiła się jako Jessica Cookarski. Kasi w głowie zakiełkowała myśl, że może to TA Jessica, więc ją o to spytała, w odpowiedzi dostała krótkie i treściwe „TAK”. Uznała to za pewnik, więc dała zaprosić się dziewczynie do środka, bo była już głodna i zmęczona błąkaniem się po Nowym Jorku.
Chwilę później, jak gdyby nigdy nic, siedziały we dwie w salonie
i gawędziły radośnie. Kasia dostała nie tylko schronienie i porządną kolację, ale także jedwabną piżamkę gospodyni. Jessica obiecała nowej koleżance, że jutro wieczorem zabierze ją do modnego miejsca, związanego z artystycznym światkiem Manhattanu. Tymczasem teraz Jess zaprosiła gościa ze sobą na imprezę, jednak Kasia była zbyt zmęczona dniem pełnym przygód by choćby myśleć o melanżu, więc została sama w domu. Zaciekawiona zaczęła oglądać mieszkanie, na co nie miała wcześniej czasu. Było one minimalistycznie urządzone w białych barwach. W kuchni nie było prawie żadnych sprzętów, jedynie na blacie leżały pudełka po zamówionym dla Kasi jedzeniu, w lodówce pusto, oprócz paru butelek napojów energetycznych. Kasia wiedziała, że nie wypada grzebać w szafach nieznajomych, ale pchnięta ciekawością, postanowiła to zrobić. W jej garderobie wisiało jedynie parę czarnych sukienek i kilka par butów. Całe mieszkanie wyglądało jak z katalogu - no właśnie, czyli niezamieszkane. Dziewczyna zaczęła myśleć, że to niezbyt normalne. „Hm może niedawno się wprowadziła, a jada na mieście. Tak to logiczne” – pomyślała.
Dni mijały a dziewczyny coraz bardziej się poznawały. Wieczory zazwyczaj spędzały w offowej kawiarni „Gypsy”, znajdującej
się w podziemiach Empire State Building, gdzie godzinami przesiadywały pijąc wino, paląc papierosy oraz dyskutując z artystami na temat sztuki. W czasie dnia Kasia samotnie zwiedzała Nowy Jork, ponieważ
jej gospodyni całe dnie spędzała śpiąc w pokoju. Tłumaczyła to tym,
że woli „nocne” życie, a Nowy Jork to jej miejsce, ponieważ miasto nigdy nie śpi, a w nocy świat staje się ciekawszy, poprzez ludzi, którzy wtedy wychodzą z domów. Po tygodniu Jessica podekscytowana oznajmiła Kasi (teraz już w Katie- jak ją nazywano w kręgach „Gypsy”), że pozna jej mamę,  – Barbarę (zwaną inaczej „Barbie”), przywódczyni ruchu bohemy-hipsterów, którzy wieczorami recytują wiersze Mickiewicza- pierwszego hipstera (miał własny styl, nie ubierał się modnie jak np. Słowacki). Rytuał inicjacji to recytacja „Mr Teda”, więc dziewczyna miała tylko kilka godzin na naukę 12 ksiąg tego arcydzieła. Bardzo nie chciała zawieść Jess i nie narobić je wstydu przed matką, więc podczas gdy przyjaciółka jak zawsze spała, udała się do kawiarenki przy 5th Avenue i pospiesznie wkuwała kolejne wersety.
Po zmroku Jessica ubrała Katie w swoją najlepszą sukienkę i zrobiła
jej mocny makijaż, cały czas wspominając, że to bardzo ważny wieczór, który całkowicie zmieni jej dotychczasowe, marne życie. Gdy dotarły już na miejsce jedną z „yellow cabs” Kasia zszokowana zobaczyła wypełniony po brzegi bar. Zapytała, czy aby na pewno to ich impreza, na co przyjaciółka wybuchając śmiechem odpowiedziała, że ich spotkanie jest w dalszej części restauracji – na zapleczu, „bez tego plebsu”.
Kiedy przekroczyły próg zaplecza dopadł je zapach kadzidełek i opium oraz dźwięki harfy. Po chwili oczom dziewczyn ukazali się nieziemsko piękni mężczyźni i stylowe kobiety. Część z nich była znana z telewizji i gazet. Wzrok Kasi przykuła postać starszej kobiety w berecie, siedzącej na środku sali na potężnym fotelu. Musiała być ważna i prawdopodobnie była to matka Jess, biorąc pod uwagę ich piorunujące podobieństwo.
Parę chwil później rozpoczął się rytuał inicjacji, do którego z Kasią przystąpiło trzech mężczyzn. Zaczęło się od przemowy przywódczyni ruchu i jednocześnie matki Jessici – Barbry Cookarskiej – i odśpiewaniem hymnu „Polska hipsterem narodów”. Kiedy po pieśni zaczęli recytację „Mr Tedda” na wyrywki, nowicjuszka z Polski zaimponowała wszystkim tym, że niektóre fragmenty znała w ojczystym języku samego Mickiewicza. Mimo olbrzymiego stresu wszyscy zostali zaakceptowani przez Barbie i swoje ślubowanie zakończyli uroczystym pocałunkiem złożonym na relikwii Adama i rytualnym paleniem dzieł Juliusza Słowackiego. Po obrzędzie rozpoczęła się prawdziwa impreza, wszyscy oddali się przyjemnościom, pili, palili, tańczyli i rozmawiali luźno w grupach. Kasia została przyjęta bardzo entuzjastycznie.
W całym zamieszaniu nawet nie zwróciła uwagi, że Jess wymyka się tylnym wyjściem z jakimś młodzieńcem. Jak Filip z konopii nagle pośrodku sali wyłoniła się postać uwielbianego przez dziewczynę Chucka. „Teraz albo nigdy” - pomyślała Kasia i z mocnym postanowieniem, że tym razem go nie zgubi, ruszyła przez salę w jego kierunku. 

0 komentarze: